Z ŻYCIA WZIĘTE - BARIERY
Biegając doznałam pewnego rodzaju olśnienia. Jakim błogosławieństwem jest wyciąganie wniosków z różnych doświadczeń - miłych i nie.
Poranki mam zazwyczaj rutynowe. Wstaję jem śniadanie, trochę czekam by śniadanie ułożyło mi się w żołądku a następnie ubieram strój do biegania i wychodzę biegać. Oczywiście w między czasie drażnię się trochę ze stałą towarzyszką biegów – Nilą kłaczastym psem , która jak widzi na mnie strój do biegania to ma niekontrolowane wybuchy radości. A na jej pyszczku widnieje wręcz uśmiech.
Co któryś poranek dołącza do nas Małżon, wprowadzając tym samym męski pierwiastek do naszego biegowego teamu :D. Biegamy zawsze w lesie dla bezpieczeństwa naszej kłaczastej towarzyszki.
Zawsze w takim składzie pojawia się ten sam schemat:
Wychodzimy, biegamy i w pewnym momencie (przeważnie przed 3 km) nie jestem w stanie biec dalej : a bo to jestem zmęczona, bo z oddechem nie daję rady, bo kolka, bo sama nie wiem czemu. Tak trochę zaczęło mnie to zastanawiać, bo przecież byłam w stanie przebiec większy dystans. Co prawda takie wyniki miałam sama – bez świadków no ale były.
Dzisiaj siebie zaskoczyłam :D
Biegały tylko samice – Małżon postanowił zostać. Nie dość, że pokonałam barierę psychiczną to jeszcze przebiegłam dłuższy dystans. Podczas biegu postanowiłam otworzyć swój umysł i naturalnym dla mnie tempem przebiegłam trasę. Nie spiesząc się, bez muzyki , wsłuchana w śpiew ptaków. Biegnąc podziwiałam przyrodę.
Był to czas tylko dla mnie.
Rozkoszowałam się świeżym powietrzem i promieniami słonecznymi na twarzy. Było cudownie, pomimo tego, że w pewnym momencie musiałam skupić się na celu (dobiec do brzózek). Bo płuca dawały o sobie znać – astma nie śpi. Jednak zawzięłam się w sobie i spokojnie zwiększałam pojemność życiową płuc robiąc głębsze wdechy.
Dobiegłam !!! Udało się !!! Uśmiechałam się do siebie. Radość była jakbym zdobyła Kilimandżaro. W zasadzie zdobyłam – pokonałam własne bariery . Potrafię!!!
Zaczęłam zastanawiać się dlaczego takich wyników nie mogę osiągnąć gdy biegnę z Małżonem. Przecież nie biegnie za mną z kijem i nie krzyczy: DALEJ!!! NIE OPIER***AJ SIĘ!!!. Stara dopasować się do mojego tempa. Czasem mam wrażenie, że dobijam go swoją prędkością. Oczywiście Małżon ma lepsza kondycję niż ja to bez dwóch zdań.
Co się dzieje, że przy nim jestem „inna”? Olśniło mnie. Biegnąc z Małżonem biegam nie swoim tempem. Nie z winy Małżona tylko z własnej. Sama pozbawiam się harmonii. Nie słucham dokładnie sygnałów mojego ciała. Czasem nie potrzebnie odpuszczam gdy mam jeszcze siły i możliwości.
Doszło do mnie, że często w życiu codziennym ludzie starają się żyć rytmem innych a nie swoim. Dowodem jest chociażby dążenie do idealnego ciała. Tak usilnie do tego dążymy, że nie wytrzymujemy nienaturalnego dla nas stylu / tempa i co wtedy? Napad obżarstwa i przeczyszczenie. Czysta frustracja gdy nie sprostamy oczekiwaniom - często własnym. Innym przykładem jest dążenie do osiągnięcia stanu materialnego taki jaki mają sąsiedzi, znajomi, rodzina. Chcemy czegoś co nie zawsze jest dla nas dobre.
Jasne, ważne jest by wyznaczać sobie cele. Jednak muszą one być realne i możliwe do osiągnięcia. Musimy też czerpać satysfakcję gdy osiągniemy cel.
Ważne jest również byśmy zdali sobie sprawę z tego, że inaczej nie znaczy gorzej. Robię inaczej niż koleżanka i to tez jest dobre.
Nie traćmy własnej harmonii bo inni żyją inaczej.
Każdy z nas jest odrębną jednostką i ma prawo do własnej autonomii.
Często w pędzie życia o tym zapominamy i biegniemy nie swoim tempem - NIE WARTO!!!!
CHCESZ WYJŚĆ Z CHOROBY ALE NIE WIESZ JAK?
OD NAS OTRZYMASZ PROFESJONALNY ED MENTORING ORAZ KONSULTACJE DIETETYCZNE.
NAPISZ DO NAS: efyra.diety@gmail.com
ZADZWOŃ: +48 510 084 377
Prowadzimy również porady przez internet.
WAŻNE: Porady i konsultacje prowadzi u nas osoba, która wyleczyła się z bulimii. Teraz pomaga innym chorym bazując na własnym doświadczeniu. Konsultacje dietetyczne w cenie.

Komentarze
Prześlij komentarz